Chwilówki - problem czy ostatnia deska ratunku polskiego dłużnika?

sobota, 29 lipca 2017

Stan polskich dłużników jest zły, o czym najlepiej świadczy popularność poradników pomagających wyjść z długów. Mimo rosnącej świadomości społeczeństwa, przeciętny Polak między 30 a 45 rokiem życia ma 18 300 złotych długu, a Polka nieco ponad 10 tysięcy. Co gorsza, wiele z tych osób popada w klasyczną spiralę zadłużenia, pożyczając pieniądze na spłatę innych zobowiązań.

Fot. NBP | www.flickr.com | Creative Commons

Na dodatek mamy szeroki dostęp do chwilówek, a odkąd internet stał się ogólnodostępny dla wszystkich, wiele formalności można załatwić bez wychodzenia z domu. Narodowe Centrum Długów informuje, że w Polsce mamy 2 769 832 dłużników. Stąd coraz większą popularnością cieszą się internetowe giełdy wierzytelności, na których można zbywać i kupować długi milionów Polaków zarejestrowanych w bazach. Na stronie największej polskiej giełdy wierzytelności
www.dlugi.info przeczytamy, że do publicznej licytacji wystawiono zobowiązania na łączną kwotę 12,477 miliarda złotych.

PRAWO GODZI W FIRMY POŻYCZKOWE
Program 500+ działa już od ponad roku, a jego pierwsze efekty były szeroko komentowane już po kilku miesiącach od wprowadzenia. Szybko się okazało, że brak regulacji dochodowych na drugie dziecko, spowodował, że już w listopadzie pogorszyła się sytuacja finansowa niektórych firm pożyczkowych. Na upadek pierwszej z nich nie trzeba było długo czekać. Firma MARKA S.A. przyznała w raporcie z listopada 2016 roku, że zła sytuacja finansowa wiąże się z wprowadzonym programem rządowym.

CYTAT: W raportowanym miesiącu utrzymuje się spadek zgłoszeń na nowe pożyczki od nowych klientów. Spółka ma nadzieję, że w dłuższej perspektywie są to zdarzenia przejściowe wynikające z dodatkowych rządowych transferów socjalnych, które pojawiły się w wielodzietnych gospodarstwach domowych.

Niemal od razu podniosły się głosy, że to doskonała wiadomość, ponieważ od lat obserwowało się tendencję myślową, że nie ma nic gorszego od chwilówek pożyczanych na lichwiarski procent. Trudno się z tym nie zgodzić, biorąc pod uwagę fakt, że na rynku działały podmioty oferujące szybką gotówkę, a w umowach zawierały informacje o oprocentowaniu na 600% albo nawet 1000% rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania. Wspomniana wcześniej firma była zdolna wyciągać rocznie nawet 7 milionów złotych zysku.

Jednak spadku zysków firm oferujących szybkie pożyczki przyczynił się nie tylko rządowy program wspomagający rodziny – wiele z nich brylowało na granicy nędzy, zaciągając małe, kilkusetzłotowe pożyczki na bieżące wydatki, co pomagało im przetrwać miesiąc. To na najbiedniejszych, parabanki zarabiają największe pieniądze. Widać to zwłaszcza po firmie MARKA S.A., która miała swoją siedzibę w Białymstoku i innych miastach na wschodniej ścianie kraju, gdzie odsetek najuboższych jest stosunkowo wysoki względem reszty kraju.

Na początku grudnia 2016 roku – zaledwie 8 miesięcy po wprowadzeniu pierwszej regulacji – Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło nowy projekt ustawy, który miał zlikwidować patologię udzielania pożyczek o lichwiarskim charakterze. Ludzie niezwiązani z branżą pożyczkową, a także konsumenci czujący się oszukani przez firmy, zacierają ręce na kolejne regulacje, które w przyszłości mogą przysporzyć rynkowi kłopotów.

O ile firmy pożyczkowe w przeszłości dopuszczały się znacznych nadużyć, o tyle kolejne regulacje i mocniejsze zaciskanie im pętli na szyi, może doprowadzić do negatywnych praktyk na rynku finansowym. Jednak trudno sobie wyobrazić sytuację jeszcze gorszą od tej, która panowała do tej pory. Głównym zarzutem wymierzonym w chwilówki były koszty niewspółmierne do pożyczanych pieniędzy. Nie mówimy oczywiście tylko o cenie pożyczki, ale również o możliwości rolowania długu.

Klient szybko popadał w klasyczną spiralę długu, jeśli nie potrafił spłacić pożyczki w pierwotnie wyznaczonym terminie. Pożyczkodawcy chętnie przedłużali okres spłaty, pobierając za to wysokie opłaty i naliczając odsetki. Jednak to tylko jedna strona medalu. Drugą stanowił fakt, że w niektórych firmach pożyczkowych takiego przedłużania można było dokonywać w nieskończoność, co skutkowało, że dług klienta z miesiąca na miesiąc wzrastał o kilkaset złotych.

Zwróćmy uwagę, że w przypadku chwilówek, mamy do czynienia z dwoma skrajnie różnymi wariantami – klient spłaca pożyczkę terminowo albo nie. W obu przypadkach firma pożyczkowa jest w stanie na takiej osobie zarobić, nawet jeśli reklamuje swoją pożyczkę jako darmową dla nowego klienta.

Klient chcący wziąć pożyczkę, musi ponieść opłatę rejestracyjną, która nie podlega zwrotowi. Jej suma waha się w przedziale od 1 grosza do 10 złotych. Wysyłając taką kwotę na wskazane przez firmę konto, może ona zweryfikować dane klienta oraz sprawdzić jego historię kredytową w BIK, KRD, ERIF, BIG, KBI i innych.

CYTAT: BIK – Biuro Informacji Kredytowej
KRD – Krajowy Rejestr Długów
BIG – Biuro Informacji Gospodarczej
KBI – Krajowe Biuro Inwestycyjne

Kolejnym sposobem zarobienia na kliencie rzetelnie spłacającym zaciągnięty dług, są wysokie prowizje przy udzielaniu następnej pożyczki. W Vivus pierwsza pożyczka przez internet jest gratis – krzyczy baner na stronie głównej firmy. Jeśli klient składa wniosek o pożyczkę na kwotę 1200 złotych na 30 dni, to po miesiącu zwraca tyle samo.

Dalej piszą: „Jeżeli będziesz zadowolony z tego, jak łatwo i szybko Vivus udziela pożyczek i weźmiesz kolejną, opłaty będą zależały od kwoty i czasu, na który pożyczasz pieniądze. Szczegóły możesz sprawdzić na powyższym suwaku.”

Zatem sprawdziłem. Okazuje się, że pierwszą szybką pożyczkę można wziąć do 3 tysięcy złotych. Kolejną pożyczkę klient dostanie pod warunkiem, że weźmie więcej niż 3 tysiące złotych. Ustawiłem suwak na sumie 3100 zł i okazało się, że sama prowizja to 532,50 zł, a odsetki wyniosłyby 25,50 zł (przy RRSO na poziomie 649,10%!).

CYTAT: Firmy pożyczkowe wyrażają cenę pożyczki za pomocą RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania), co ułatwia potencjalnemu klientowi w podjęciu decyzji pożyczkowej, ponieważ RRSO wyraża całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta. W uproszczeniu, im wyższe RRSO, tym droższa oferta.

Firmy pożyczkowe są gotowe ponieść ryzyko udzielenia darmowej pożyczki na niewielką kwotę, ponieważ liczą na to, że klient wróci po kolejny zastrzyk gotówki do pożyczkodawcy, którego udało mu się już poznać. Jednak koszty takiego powrotu będą wysokie.

Drugim znanym przedsiębiorstwem udzielającym szybkich pożyczek jest Wonga. Reklamują się darmową pożyczką do 1500 złotych na 60 dni (plus 10 zł opłaty weryfikacyjnej). Kolejna pożyczka (również na 60 dni, ale tylko dlatego, że Wonga nie dopuszcza możliwości wzięcia pożyczki powyżej 1500 złotych na mniej niż 2 miesiące) jest droższa. Prowizja wynosi 465 złotych, zaś RRSO 205,9%.

Między Wonga i Vivus istnieje różnica polegająca na czasie spłaty pożyczki. Vivus oferuje możliwość wzięcia pożyczki maksymalnie na 30 dni, zaś przedłużenie spłaty o tydzień, kosztuje dodatkowe 810 zł (przy kwocie, którą wcześniej wybrałem), a o kolejny miesiąc 997,50 zł.

Jednak prawdziwe kokosy firmy pożyczkowe zgarniają na klientach, którzy dość nonszalancko podchodzą do spłaty zadłużenia. Wtedy dla potencjalnych przyszłych zysów pożyczkodawcy pasowałoby giełdowe powiedzonko „sky is the limit”.

PUŁAPKI CZEKAJĄCE NA NIERZETELNYCH DŁUŻNIKÓW
O ile opłaty rejestracyjne i prowizje od kolejnych pożyczek są drogie, o tyle dodatkowe opłaty czekające na dłużników ociągających się z uregulowaniem zobowiązań, przypominają pętlę zaciskającą się na szyi dłużnika.

Pierwszym krokiem do finansowych tarapatów jest przedłużanie terminu spłaty. Za odroczenie o 7, 14 lub 30 dni trzeba zapłacić. Wysokość opłaty jest najczęściej zbliżona do prowizji, którą klient ponosi za otrzymanie chwilówki bez promocji.

Kolejnym krokiem są monity, czyli powiadomienia otrzymywane przez dłużnika drogą mailową, SMS-ową czy telefoniczną. Monity to najdotkliwsza z opłat ponoszonych przez nierzetelnych dłużników. Firma pożyczkowa może ich wysłać od kilku do kilkunastu, w zależności od tego, jak długo klient zalega ze spłatą zobowiązań.

Problem w tym, że opłaty naliczane za monity, nie odzwierciedlają rzeczywistych kosztów poniesionych przez windykatora w celu ich wysłania. Trudno sobie wyobrazić, żeby wysłanie maila albo SMS-a kosztowało kilkadziesiąt złotych. Na szczęście, jeśli praktyki windykacyjne budzą wątpliwości konsumenta, może on zwrócić się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w celu wyjaśnienia sprawy.

Od niedawna istnieje możliwość rozłożenia długu na raty. Oczywiście usługa jest odpłatna i waha się w granicach 15-20% całego zadłużenia. Jednak firmy nie są skore do przyznawania takiej opcji.

Jeśli dochodzi do procesów sądowych albo windykacyjnych, klient ponosi kolejne opłaty. Parabanki nie mają własnych windykatorów, wiec korzystają z usług firm zewnętrznych, które biorą za to pieniądze i dochodzą roszczeń wierzycieli. Portal www.chwilowo.pl pisze, że windykacja to najczęściej 10-30% zadłużenia.

Po serii tego typu zabiegów, biedny człowiek staje się jeszcze biedniejszy, a informacje o jego długach zostają zapisane w rejestrach, z których trudno się potem wydostać. Nie zmienia to jednak faktu, że taka osoba dalej potrzebuje pieniędzy na zaspokojenie podstawowych, nawet nie wygórowanych potrzeb egzystencjalnych. Jednak co, jeśli wina została już udowodniona, a dane w rejestrze informacji kredytowych zapisane?

POŻYCZKA BEZ BIK?
Wielu Polaków nie do końca rozumie, czym zajmuje się Biuro Informacji Kredytowej. Można się spotkać z opinią, że jest to rejestr dłużników albo innego rodzaju czarna lista osób, którym nie powinno się pożyczać pieniędzy. Jednak ludzie, nawet bezrobotni, chcą pożyczać na nieoczekiwane wydatki, bo pieniądze są im potrzebne, a nie każdy chce lub może znaleźć pracę. Wtedy na horyzoncie jawi się reklama pożyczki bez BIK i wszystkie kłopoty wydają się znikać.

Jednak jest w tej sprawie jedno ale. Czy firma pożyczkowa pożycza w ciemno pieniądze nawet tym osobom, które na pewno nie będą zdolne spłacić, a parabank traktują jak emeryturę hojnej babci? Otóż nie.

Parabanki mają swoje sposoby do uzyskiwania informacji o potencjalnych klientach. BIK nie jest konieczny do zweryfikowania sytuacji finansowej danego człowieka. Można zajrzeć do Biura Informacji Gospodarczej albo Krajowego Rejestru Długów, żeby być o wiele mądrzejszym. Pożyczanie pieniędzy przypadkowym ludziom to ryzykowna gra, a firma pożyczkowa nie jest kasynem. Tego rodzaju przedsiębiorstwa starają się unikać hazardu, a przy tym zręcznie żonglować chwytami marketingowymi.

Mając złą historię kredytową, niespłacone długi albo wiedząc, że figuruje się w rejestrach dłużników, nie ma się co łudzić, że firma pożyczkowa podpisze z nami umowę. Nie zmienia to faktu, że wciąż pieniądze dostają ludzie, którzy nie powinni byli ich dostać. Są to osoby żyjące na skraju finansowej przepaści, którym często nie wystarcza pieniędzy, by przeżyć miesiąc. Według artykułów na temat obostrzeń w sektorze pożyczek pozabankowych, pisze się o przynajmniej milionie takich osób w Polsce.

Niektórzy specjaliści twierdzą, że zbyt radykalne zmiany w polityce udzielania chwilówek mogą się negatywnie odbić na losie właśnie takich osób. Grozi im zejście do szarej strefy, gdzie nie ma absolutnie żadnych regulacji. Eksperci twierdzą, że osoby najbiedniejsze nie przestaną pożyczać pieniędzy tylko dlatego, że rząd wprowadził nowe regulacje. Zaczną zadłużać się w pozbawionych jakichkolwiek regulacji, nielegalnych źródłach, co może w przyszłości skutkować tym, że tysiące dłużników będzie ściganych przez wierzycieli z przestępczego światka.

Okazuje się, że to może być prawdą. Boom kredytowy w Polsce przypadał na lata 2007-2009, po tym czasie ustabilizował się na niższym poziomie. Pod koniec 2009 roku zaczął narastać problem gangsterskiej lichwy. Gangsterzy zaczęli pożyczać pieniądze biznesmenom i zwykłym ludziom, którym banki odmówiły kredytu. CBŚ zaobserwowało w tamtym okresie zwiększoną aktywność na czarnym rynku pożyczek, co mogło się wiązać z ówczesnym kryzysem gospodarczym.

Według ekspertów komentujących ostatnie zmiany w sektorze krótkoterminowych pożyczek może dojść do podobnego scenariusza, gdzie mafie działające w kasynach i pożyczające pieniądze hazardzistom, jeszcze bardziej zwiększą swoją aktywność wśród zwykłych ludzi niemogących pożyczyć pieniędzy w regulowanym legalnym sektorze. Szczególnie należy się obawiać ściany wschodniej, gdzie żyją najubożsi Polacy i stosunkowo najbardziej zagrożeni przez możliwe regulacje w sektorze.


Okazuje się, że sytuacja polskich dłużników jest złożona i trudno się doszukiwać prostych zależności. Nie wystarczy nałożenie kolejnych obostrzeń uszczelniających system sprawdzania sytuacji potencjalnego klienta firmy pożyczkowej. Kluczem do poradzenia sobie z problemem może się okazać przeanalizowanie sytuacji miliona najuboższych ludzi w Polsce, którzy nie mogą przetrwać miesiąca bez zewnętrznego źródła finansowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License