O byciu górnikiem - burza wokół Bitcoina i perspektywy rynku kryptowalut

sobota, 24 czerwca 2017

Mam poważny problem z Bitcoinem – niewiele go łączy z realnym światem. Idąc do galerii sztuki, spodziewam się, że znajdę tam obrazy, które kupię z myślą, że w miarę rosnącej rozpoznawalności autora, sprzedam je z zyskiem. Nabywając akcje jakiegoś przedsiębiorstwa, wiem, że posiadłem w ten sposób jego cząstkę.

Fot. Zach Copley | www.flickr.com | Creative Commons

Bitcoin to efekt obliczeń i pracy górnika oraz mocnego komputera. Ktoś poświęcił czas, prąd i drogi sprzęt w celu rozwiązania abstrakcyjnego równania, którego efektem jest kod. Dla wielu ludzi, Bitcoin stanowi substytut mocno spekulacyjnej gry – coś jak gorące krzesło albo gra w wojnę. A szybko rosnąca bańka spekulacyjna nie ułatwia nam dokonania obiektywnej oceny tego instrumentu.

NABRZMIAŁA BAŃKA SPEKULACYJNA
Nawet ludzie doskonale zorientowani w temacie kryptowalut wiedzą, że przyszłość samego Bitcoina stoi pod znakiem zapytania, nie mówiąc już o setkach innych walut cyfrowych.

Niedawno Zcash zyskał na popularności i mocno wzrosła jego wycena. Już ten przypadek potwierdza, że nie można mówić o niepodważalnej pozycji Bitcoina, ani o tym, że wyrobił sobie dostatecznie silną markę, żeby nie zostać wyparty przez inną kryptowalutę.



W niedalekiej przyszłości może się okazać, że Bitcoin pozostał jedynie wspomnieniem albo swego rodzaju kamieniem milowym rzuconym przez ludzkość, od którego wszystko się zaczęło. Podobnie jak maszyna parowa, która kiedyś zapoczątkowała rewolucję przemysłową w Europie, ale dzisiaj już nikt z niej nie korzysta.

Z wykresu Bitcoina czy wspomnianego już Zcash, wynika, że kryptowaluty nadają się znakomicie do zarabiania pieniędzy. Trzeba tylko tanio kupić i drożej sprzedać. Jednak aktualnie łatwiej to powiedzieć niż zrobić, bo są one na wyżynach popularności, więc podejrzewam, że potencjalni nabywcy wstrzymają się jeszcze trochę. Bańka w końcu pęknie i będzie można tanio kupić, czekając na ponowne wzrosty. O ile ktoś nie zrobił tego wcześniej.

Lawinowa przecena nastąpi, kiedy aktualni posiadacze BTC zaczną wychodzić z inwestycji i realizować zyski. Jednak póki co, wydaje się, że ludzie nie wiedzą, ile Bitcoin powinien kosztować, więc wciąż bawimy się w zgadywanki, a kurs dalej szaleje.

Stąd nietrudno dojść do wniosku, że przy aktualnych rozmiarach bańki spekulacyjnej, tylko szaleniec byłby gotów przyjąć płatność w Bitcoinie. Nie mamy gwarancji, że jego wartość nie spadnie z dnia na dzień o kilkadziesiąt procent. Ostatnie lata pokazują, że jest to jak najbardziej możliwe.

Jeżeli rynek kryptowalut się ustabilizuje, a ich ceny nie będą się tak gwałtownie zmieniać, to z pewnością politycy zechcą uregulować ich formę. Wtedy państwo albo zwalczy kryptowaluty, żeby nie odcinać się od fizycznej gotówki, albo nałoży regulacje, które i tak będą w jakiś sposób ograniczały autonomię cyfrowych pieniędzy. Jednak póki co, możemy używać kryptowalut w sieci peer-to-peer, czyli rozporoszonej, nieposiadającej centralnej jednostki czy organizacji, która ją kontroluje.

Niestety, na forach internetowych wciąż udzielają się ludzie, którzy chcą zabrać się za kopanie kryptowalut, nie mając nawet pojęcia, z czym wiąże się rozpoczęcie tego przedsięwzięcia.

Koparki pobierają mnóstwo prądu, którego koszty mogą być liczone w tysiącach złotych miesięcznie. Na forum Bitcoina znalazłem informacje o tym, że koparki są zdolne podnieść temperaturę w pomieszczeniu do 40-50 stopni Celsjusza. Na dodatek amatorzy miningu nie zdają sobie sprawy z hałasu generowanego przez urządzenia. Żeby nie być gołosłownym, trafiłem na porównanie ich do odkurzacza pracującego na maksymalnych obrotach.

Kopanie kryptowalut to wbrew pozorom nie jest zajęcie dla każdego. Przy tak spekulacyjnych instrumentach dużo bardziej zyskowne było kupowanie tanio i sprzedawanie drożej, o ile ktoś dokonał zakupu w odpowiednim momencie. Na forach również znajdowałem odpowiedzi, że jeśli ktoś posiadał jakieś środki do zainwestowania, to przeznaczał je na handel kryptowalutą. Jednak, przy aktualnych cenach nie wydałbym na to ani złotówki, bo nie wiadomo, co się zdarzy, a ryzyko jest ogromne.

Może się okazać, że jakieś zawirowanie na rynku sprawi, że cena Bitcoina poleci na łeb na szyję, a ludzie, którzy zainwestowali środki w ostatnim momencie, wsiedli do rozpędzonego Orient Expresu, co skończyło się dla nich skręceniem karku.

Cóż, niewątpliwie pociąg zwany Bitcoinem dawno odjechał, więc pozostaje tylko obserwować rozwój zdarzeń. Kto wie, być może ceny się ustabilizują, sprawy przybiorą inny obrót i rzeczywiście kryptowaluty zrewolucjonizują świat, jak kiedyś maszyna parowa Jamesa Watta.

KWESTIE PRAWNE
W Niemczech Bitcoin został już uznany i uregulowany jako oficjalna forma rozliczeń. Najprościej mówiąc, nasi zachodni sąsiedzi opodatkowali kryptowalutę. Zaś w całej Unii Europejskiej pozostają one pod baczną obserwacją.

UE widzi w nich zagrożenie, ponieważ nie podlegają żadnym regulacjom prawnym. Jednak to się pewnie w przyszłości zmieni. Wtedy argument zwolenników kryptowalut, że są one dobre, bo nie zależą od rządu, nie będzie miał racji bytu.

W Stanach Zjednoczonych w zasadzie nie wiadomo jak podejść do tematu Bitcoina. Podobnie w Polsce, niby istnieje, ale jakby jednak nie. Z tym, że w USA jest trudniej, bo tam funkcjonuje prawo stanowe, więc w jednym stanie kryptowaluty mogą zostać uznane, a w innym nie.

Idea przyświecająca kryptowalutom jest wzniosła, ale prosta – pieniądz powinien być zależny wyłącznie od ekonomii, nie zaś od polityki i rządu. Jednak jedna z ważniejszych cech kryptowalut staje się jednocześnie ich największą wadą.

Można powiedzieć, że aktualna postać pieniądza, którym się posługujemy – od momentu odejścia od parytetu złota – działa na takich samych zasadach co Bitcoin i nikt tego nie kwestionuje.

Ludzie ufają, że za papierowe banknoty można coś kupić, bo mają one określoną wartość, którą potrafimy przełożyć na konkretne dobra materialne. Gdyby nie zaufanie, to te papierki nie byłyby nic warte, a przecież kryptowaluty opierają się na tym samym schemacie, więc dlaczego miałyby nie działać? Owszem, ale zasadnicza różnica polega na tym, że nad systemem monetarnym jest bat w postaci rządu, który potrafi wymusić na ludziach to zaufanie, np. pobierając podatki w określonej walucie od obywateli. Nad Bitcoinem nie stoi żadna taka siła.

Waluta opiera się tylko na zaufaniu, a jak doskonale wiadomo, u ludzi kwestie uczciwości są różnie rozpatrywane. Może się okazać, że powstanie inna kryptowaluta dająca lepsze zyski dla kopiących i przenosząca większą wartość materialną. Wtedy wszyscy zapomną o starym, dobrym Bitcoinie. Potem ten sam los spotka tę walutę, która go wyparła, i tak dalej.

BLOCKCHAIN
Jeśli chodzi o kryptowaluty, nie można zbagatelizować tematu blockchain, czyli łańcucha bloków służących do przesyłania informacji o transakcjach zawartych w internecie, które są ułożone w postaci następujących po sobie bloków danych. Za pomocą technologii blockchain mogą być przesyłane informacje o różnego rodzaju transakcjach – np. handlowych, stanów własności, kupna dzieł sztuki, sprzedaży obligacji, kupnie lub sprzedaży walut (w tym kryptowalut).

Choć coraz więcej instytucji (przede wszystkim finansowych i ubezpieczeniowych) znajduje szerokie zastosowanie w technologii blockchain, wciąż kojarzy się ona głównie z transakcjami wykonywanymi za pomocą kryptowalut.

Aktualnie trwają prace nad wykorzystaniem łańcucha bloków, jako księgi rachunkowej w bankowości, systemu uwierzytelniania dokumentów, podpisu cyfrowego w administracji państwowej i zapisu notarialnego. Jak widać, blockchain może w przyszłości znaleźć zastosowanie w wielu dziedzinach życia, które w części lub w całości przeszły już na łono internetu. Zaletą tego rozwiązania jest niewątpliwie fakt, że operacje byłby wykonywane z pominięciem tzw. instytucji zaufania publicznego, czyli bezpośrednio pomiędzy stronami transakcji.

Jeżeli kryptowaluty będą się dalej rozwijać, to upatrywałbym raczej pewnych korzyści związanych z technologią blockchain, ponieważ znalazła ona już uznanie w wielu branżach, między innymi w bankowości, handlu czy w energetyce. Zaś same kryptowaluty wciąż dla wielu ludzi istnieją jako ciekawostka lub ryzykowny instrument spekulacyjny.

Cały opisany system opiera się na mocy obliczeniowej, kryptografii i matematyce. W odróżnieniu od sektora bankowego, w którym musimy brać pod uwagę czynnik ludzki. Przeglądając fora poświęcone kryptowalutom, można zauważyć duży wzrost zainteresowania miningiem (kopaniem kryptowalut – przyp. red.). Niewątpliwie, jest to spowodowane burzą medialną wokół Bitcoina i ogromnym wzrostem jego wartości.

KTO POZYSKUJE BITCOINY?
Jak pisałem wcześniej, transakcje wykonywane w sieci, są zapisywane w bloku, a potem przekształcają się w łańcuchy (ang. Blockchain). Górnik ma za zadanie rozbić blok, czyli rozwiązać problem kryptograficzny zadany przez sieć.

To dość trudne. Komputery domowe, nawet te najsilniejsze, praktycznie nie są w stanie tego dokonać. Potrzebowałyby setki milionów dni ciągłej pracy, aby mieć ponad 90% szansy na wydobycie bloku. Jeśli górnikowi uda się rozbić blok, musi rozgłosić to w sieci. Wtedy pozostałe węzły sieci sprawdzają poprawność obliczenia, a kiedy zostanie ono potwierdzone, górnik dostaje w zamian określoną liczbę bitcoinów.

Potrzebny jest specjalny sprzęt. Aktualnie Bitcoiny wydobywa się na dedykowanych urządzeniach (opartych o system ASIC), stworzonych w taki sposób, by wykonywać tylko zaprogramowane operacje. Sprzęt można nabyć na aukcjach internetowych czy w specjalnych punktach sprzedaży. Wokół kryptowalut wyrosła już branżowa infrastruktura. Jednak realna wartość inwestycji i włożonej pracy jest zbyt wysoka w stosunku do ewentualnych zysków.

Teraz zachodzi kwestia – kto odpowiada za powstawanie sieci i „tworzenie” Bitcoinów? Górnicy, którzy dysponują wysokiej klasy sprzętem komputerowym o astronomicznej mocy obliczeniowej. Górnikiem może zostać każdy, pod warunkiem, że dysponuje środkami, za które będzie mógł kupić odpowiedni sprzęt. Dzięki nim sieć może dalej funkcjonować, a za wykonywaną pracę, górnicy są nagradzani bitcoinami.

Według dostępnych źródeł, podaż Bitcoina będzie wynosiła maksymalnie 21 milionów jednostek. Obecnie jest ich ponad 12,5 miliona. Jeśli wydobycie nie będzie już dłużej możliwe, to górnicy będą wynagradzani prowizjami od wykonywanych przelewów z użyciem istniejących Bitcoinów. Przynajmniej tak wyglądają założenia, do których udało mi się dotrzeć.

I tu rodzi się problem, a mianowicie dochodowość kryptowalut dla kopaczy. Nie ulega wątpliwości, że Bitcoin, Altcoin czy jakakolwiek inna waluta cyfrowa nie jest w stanie istnieć bez podtrzymującej ją społeczności. Gdyby w przyszłości okazało się, że kopanie Bitcoina przestało być opłacalne dla górników, a inna kryptowaluta przynosiłaby gigantyczne dochody to z pewnością większość górników rzuciłaby dotychczasowe zajęcie i „przebranżowiła się” na kolejną kryptowalutę. Niektórym ludziom uda się szybko dorobić dużych pieniędzy, inni z pewnością przejadą się na tym biznesie jak Zabłocki na mydle.

Jeśli już dzisiaj górnicy umówią się, że nie będą kopać Bitcoina, to nie będzie on nic warty, podobnie jak każda funkcjonująca w świecie waluta, z tą różnicą, że aktualna wartość Bitcoina jest oderwana od rzeczywistości. Wszyscy mówią już od dawna o bańce spekulacyjnej, a wielu potencjalnych kupców czeka tylko na moment jej nieuchronnego pęknięcia. Jedyne, co w mojej ocenie przemawia za podwyższoną wyceną kryptowalut jest fakt, że póki co można się dzięki nim rozliczać poza urzędem skarbowym, z pominięciem podatków – pod warunkiem, że mówimy o niszowych kryptowalutach, którymi kiedyś płaciło się na Silk Road, bowiem Bitcoin staje się zwyczajnie mainstreamowy.

WARTOŚĆ KRYPTOWALUT
Warto jeszcze powiedzieć coś na temat wewnętrznej wartości Bitcoina. Dużo się w internecie pisze o tym, że kryptowaluty są takie dobre, bo można nimi anonimowo płacić, mają swoją cenę i dlatego warto inwestować czas, siły i pieniądze w rozwijanie systemu.

Nie twierdzę, że tak nie jest. Trzeba jednak pamiętać, że kryptowaluty nie posiadają żadnej wartości wewnętrznej. One ją tylko przenoszą. Żeby dokonać płatności w kryptowalucie musimy mieć do tego odpowiednie warunki. Nie sądzę, żeby udało nam się zapłacić w Bitcoinach za jajka od rolnika kupione w małym polskim miasteczku na bazarze. Nie mówiąc już o robieniu jakichkolwiek transakcji za pomocą mniej znanych kryptowalut. Póki co, Bitcoin nie umożliwia dokonywania płatności. Służy jedynie jako nośnik wartości.

Jaką wartość powinien reprezentować Bitcoin? Można ją jakoś wyliczyć?
Oczywiście górnicy ponoszą koszty związane z kopaniem – zużyty prąd, zakup sprzętu, kosztowna amortyzacja. Do tego dochodzi spekulacja na giełdzie, bo ludzie wciąż tylko zgadują, ile powinni za niego zapłacić.

Z drugiej strony, większość kryptowalut ma głównie subiektywną wartość dla konkretnych grup społecznych. Jeszcze nie tak dawno temu mówiło się, że z Bitcoina korzystają przestępcy załatwiający interesy na czarnym rynku. Teraz ta kryptowaluta powoli przechodzi do „powszechnego” użytku. Wiąże się to z tym, że dla przestępców ma coraz mniejszą wartość, bo oni – jeśli w ogóle korzystają z kryptowalut – z pewnością zdecydują się na taką, która da im możliwie największe poczucie anonimowości. Myślę, że właśnie dlatego – jeśli rząd nie obejmie pieczy nad rynkiem – żadna z nich nie wyprze pieniędzy, którymi aktualnie posługujemy się na świecie.

JAK POWSTAJE PORTFEL BITCOIN?
Użytkownicy sieci i ich komputery są węzłami sieci, przez które następują transakcje, ich autoryzacja i rozliczenie. System przechowuje informacje o stanie posiadania w umownych jednostkach kryptowalut, które znajdują się w indywidualnym portfelu użytkownika.

Portfel jest tworzony samoczynnie, podczas pierwszej autoryzacji użytkownika w systemie opartym o blockchain. Kontrolę nad portfelem sprawuje wyłącznie posiadacz odpowiedniego klucza prywatnego. Zaawansowane metody kryptograficzne i matematyczne uniemożliwiają zdublowanie transakcji, podrobienie kryptowaluty czy kradzież.

PŁACENIE KRYPTOWALUTĄ
Trafiłem ostatnio na artykuł, w którym została opisana procedura płatności za transakcję w restauracji, przy użyciu Bitcoina. Autor tekstu skarżył się, że kryptowaluta nie nadaje się do płatności, że przelew długo idzie, itp. Oczywiście to prawda. Udało mi się ustalić, że znany nam wszystkim Bitcoin, jest tą kryptowalutą, która do płacenia za cokolwiek nadaje się najmniej. Jeśli chodzi o typowe dla bankowości elektronicznej transakcje, o wiele lepsze okazałby się Monero, DeepWebCash, ZCoin, Zdash czy Vertcoin (choć ta lista oczywiście jest dłuższa).

Te przykładowe kryptowaluty eliminują problem skalowalności, wielkości bloku, opóźnienia czy właśnie długiego czasu transakcji. Wynika z tego, że kolejne twory podobne do Bitcoina rozwijają się. Jednak ich wadą jest to, że nie należą do tzw. mainstreamu, w odróżnieniu od Bitcoina, który zdobył popularność już prawie pod każdą szerokością geograficzną.

To jest właśnie jeden z najistotniejszych mankamentów walut cyfrowych – ich mnogość w połączeniu z niszowością. Jak wspominałem wcześniej, istnieje ich tak dużo, że nie sposób je wszystkie wymienić. Nie mówiąc już o tym, że gdy jedne upadają, tworzą się kolejne. Na tym rynku panuje rozgardiasz i podejrzewam, że długo nic nie ulegnie zmianie.


Nie jestem w stanie zaufać walutom, które tak szybko ewoluują, zmieniają swoją wartość, a potem znikają z rynku na rzecz nowych, być może lepszych, ale wciąż niestabilnych. Myślę, że społeczeństwo również długo nie będzie mogło przekonać się nawet do najsławniejszego pośród kryptowalut – Bitcoina. Nie wiadomo też, co stanie się z naszym głównym bohaterem. Być może, zanim komukolwiek wejdzie w krew posługiwanie się Bitcoinem, słuch dawno o nim zaginie.


3 komentarze:

  1. Dzwoni gdzies choc nie do konca wiadomo w ktorym kosciele. troche zbiega sie z rzeczywistoscia jednak diabel tkwi w szczegolach wiec lepiej doczytac o bitcoinie i jego technologi gdzies indziej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Widac ze autor dopiero zbiera info o rynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      przyznam się szczerze, że zanim napisałem ten tekst, zasiadłem do researchu i potrzebowałem dużo czasu, żeby zrozumieć JAKIEKOLWIEK podstawy, czyli co to takiego blockchain, co to takiego kryptowaluty, nie mówiąc nawet o samym miningu.
      Tekst powstał do sprowokowania u czytelnika chęci zgłębienia tematu, jakiejś dyskusji i mam nadzieję, że to mi się udało.

      Dzięki za komentarz,
      w tym wątku pojawią się jeszcze artykuły, więc polecam śledzić i mnie poprawiać, gdybym się mylił.

      Pozdrawiam,
      Mateusz.

      Usuń

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License