Nie znam konstytucji, ale ją zmienię - festiwal szkodliwych obietnic czy odważne posunięcie?

poniedziałek, 15 maja 2017

Wciąż nie milkną echa przemówienia dotyczącego konstytucji, które Andrzej Duda wygłosił 3 maja na Placu Zamkowym w Warszawie. Prezydent powiedział, że po dwudziestu latach obowiązywania ustawy zasadniczej z 1997 roku nadszedł czas na „poważną debatę konstytucyjną z udziałem dojrzałego, polskiego narodu”.



Oczywiście, o ile debata to całkiem rozsądny pomysł, o tyle słowa wypowiedziane przez Andrzeja Dudę, wzbudziły konsternację zarówno części wyborców, jak również tych, którzy na niego nie głosowali.

Kręgi specjalistów znających się na konstytucji dość szybko ugasiły entuzjazm tych, którzy od początku palili się do fundamentalnych zmian – natrafiłem na wypowiedzi zwykłych ludzi uważających, że konstytucję należałoby przewalić od początku do końca i napisać ją od nowa. Nie brakowało propozycji podporządkowania niezależnego sądownictwa państwowemu zwierzchnictwu, stworzenia jednomandatowych okręgów wyborczych czy skrócenia konstytucji.

Obawiam się jednak, że mnóstwo ludzi zarzucających konstytucji przestarzałość, bezużyteczność (lub niewystarczającą użyteczność), nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji pochopnych zmian, ani nie zna procedury wprowadzania poprawek w ustawie zasadniczej.

Prezydent Andrzej Duda proponuje organizację referendum w 2018 roku, a zaraz potem rozpoczęcie pracy specjalistów, którzy „te ogólne ramy, które wskaże społeczeństwo, wypełnią już szczegółową treścią”. Cóż, prezydent jest nieprawdopodobnym optymistą, gdyż wygląda na to, że z góry zakłada, że wyniki referendum są już w zasadzie przesądzone.

Jednak niezdecydowana część społeczeństwa pewnie chciałaby wiedzieć, jak zostaną sformułowane pytania, kiedy zostanie zamknięta ich lista i wreszcie – co takiego miałoby się zmienić w nowej ustawie zasadniczej?

Cóż, okazuje się, że pan Prezydent nie wie albo z jakichś przyczyn nie chce ujawniać szczegółów – co jest dziwne, bo przecież społeczeństwo (według Konstytucji) sprawuje władzę w Polsce.

Padają tylko niejasne odpowiedzi i ogólniki. Mówi się o „nawet kilkunastu pytaniach”, o tym, że obecna konstytucja jest mało konkretna, że w wielu miejscach źle dokonano podziału kompetencji pomiędzy władzami.

Zastanawiam się czy przy okazji tego ostatniego postulatu, Prezydent miał na myśli stary, dobry trójpodział, według którego władza dzieli się na wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą? Być może sądy zostaną rzeczywiście ograniczone, co w pewnym sensie już się stało, przy okazji daleko idących zmian w Trybunale Konstytucyjnym.

Według części obywateli zmiany w konstytucji są pożądane, ale nie należy ich wprowadzać w sposób rewolucyjny, tylko ewolucyjny. Jednak Prezydent trochę się spieszy, co może sugerować, że poprawki zostaną wymyślone na gorąco i podane społeczeństwu w postaci źle lub niejednoznacznie sformułowanych pytań.
Jednak jak to wygląda w rzeczywistości? W jaki sposób dopuszcza się zmiany w konstytucji?

Sejm: pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie Konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż 30 dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy.
Uchwalenie przez Sejm ustawy zmieniającej przepisy rozdziałów I, II, XII Konstytucji, może odbyć się nie wcześniej niż 60 dnia po pierwszym czytaniu projektu tej ustawy,Sejm uchwala ustawę zmieniającą Konstytucję większością co 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Następnie przez Senat: w terminie nie dłuższym niż 60 dni od uchwalenia ustawy przez Sejm, Senat uchwala ustawę zmieniającą Konstytucję bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
 Jeżeli ustawa o zmianie Konstytucji dotyczy przepisów rozdziału I, II lub XII, wówczas:
  • co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów,
  • Senat,
  • lub Prezydent.
mogą zażądać, w terminie 45 dni od dnia uchwalenia ustawy przez Senat, przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. Z wnioskiem w sprawie przeprowadzenia referendum podmioty te zwracają się do Marszałka Sejmu, który zarządza niezwłocznie przeprowadzenie referendum w ciągu 60 dni od dnia złożenia wniosku. Zmiana Konstytucji zostaje przyjęta, jeżeli za tą zmianą opowiedziała się większość głosujących.

Jak mogliście przeczytać w przytoczonym wcześniej cytacie, zmiana Konstytucji jest czasochłonnym, przeprowadzanym z rozwagą i chłodną głową, przedsięwzięciem. Należałoby zachować rezerwę wobec populistycznych, rzucanych rozgorączkowanemu tłumowi obietnic, które prawdopodobnie nie dojdą do skutku, a jeśli zostaną wprowadzone, to dość szybko okaże się, że większości nowych zapisów nie przemyślano wystarczająco dokładnie.

Żadna władza nie powinna tak ochoczo zabierać się do wprowadzania zmian w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Na potwierdzenie tego argumentu należy wspomnieć, że nawet prezydent wybrany ponad 50% liczbą głosów, nie reprezentuje połowy uprawnionych do głosowania. Biorąc pod uwagę ledwie pięćdziesięcioprocentową frekwencję wyborczą, prezydent reprezentuje zaledwie 25 procent społeczeństwa, a jeśli doliczyć dzieci (których de facto dotyczy wiele prawnych zapisów i społecznych debat), to ta liczba spadłaby na łeb, na szyję.

Sytuacja miała się podobnie, kiedy u władzy była Platforma Obywatelska i prezydent Bronisław Komorowski, czy wcześniej Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Lech Wałęsa.

Osoby wybierane przez pewien odsetek społeczeństwa, naturalnie reprezentują głównie ich poglądy i wyrażają je we wprowadzanych reformach. Nie ma w tym nic złego i istnieje na to przyzwolenie, bo nie da się pogodzić interesów wszystkich spośród prawie czterdziestu milionów Polaków (licząc też tych, którzy nie biorą udziału w wyborach). Tym bardziej, w przypadku tak delikatnej ustawy jak Konstytucja RP, trzeba zachować należytą ostrożność! Pamiętajmy, że daliśmy Kaczyńskiemu większość wystarczającą do rządzenia, ale nie do zmiany ustroju.

Tymczasem, prawie dokładnie rok temu Prawo i Sprawiedliwość zaproponowało projekt zmian w ustawie zasadniczej. Pamiętacie jeszcze, jak miałoby to wyglądać, co miało się zmienić?

 1. Zapis, że Rzeczpospolita gwarantuje „wolności i prawa człowieka i obywatela” zostaje w projekcie Kaczyńskiego zastąpiony „gwarancją rozwoju osoby we wspólnocie narodowej. – Jeśli według prezydenta Dudy, obecne zapisy konstytucyjne są niejasne, to powyższa propozycja wygląda w najlepszym razie na ponury żart.
 2. Projekt konstytucji zakłada wprowadzenie systemu prezydenckiego. – Cóż, ten system wypalił w zasadzie tylko w Stanach Zjednoczonych i (w pewnym sensie) w Federacji Rosyjskiej. W innych państwach zwykle kończył się dyktaturą lub zmianą na ustrój działający we Francji, gdzie prezydent ma tylko ciut większe możliwości niż w Polsce.
 3. Z przepisu dotyczącego nauczania religii w szkołach znika zapis dotyczący nienaruszania wolności sumienia i wyznania innych osób. – Cóż, to mi przypomina ostatni artykuł Polityki, który możecie przeczytać tutaj.
 4. Z preambuły znika gwarancja ochrony praw ludzi niewierzących. 5. „Otoczenie opieką i ochroną małżeństwa, będącego wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny.” – Jeśli ktoś myślał o uregulowaniu sytuacji związków partnerskich, powinien jak najszybciej o tym zapomnieć.
 6. Obniżenie progu ważności referendum z 50% do 30% frekwencji. – W kontekście kolejnych, bardziej pomysłowych i dalekosiężnych planów dotyczących zmian w konstytucji, całkiem wygodny zapis. Zapewne na wypadek, gdyby z czasem kolejni obywatele obudzili się z amoku i chcieli jeszcze załatać dziurę w tonącym okręcie.

Na koniec pozostaje zadać sobie pytanie – czy Jarosław Kaczyński uzyska od społeczeństwa zgodę na napisanie konstytucji od nowa? Wydaje mi się, że Prawo i Sprawiedliwość zostało już rozliczone za dwa lata władzy, a odkładanie referendum na 2018 rok, da ludziom szansę na jeszcze szersze i pełniejsze spojrzenie na popełnione przez władzę reformy.

Myślę, że w 2018 roku Kaczyńskiemu nie pomoże rozdawanie pieniędzy, nawet jeśli z 500+ zrobi się 1000+, a Mieszkanie+ będzie polegało na sponsorowaniu kredytów hipotecznych. Myślę, że nie pomoże nawet zapłacenie ojcu Rydzykowi za głosy naiwnych owieczek.


Za rok ludzie będą mieli już świadomość tego, z czym będzie się wiązało przyzwolenie na przeprowadzenie referendum w sprawie zmiany Konstytucji. Wtedy być może podejdziemy do udzielania odpowiedzi na postawione pytania z głową, myśląc o tym, co zostawimy w przyszłości naszym dzieciom i wnukom. Czy będą musieli łatać dziurę w tonącym okręcie, czy piąć się na wyżyny demokracji? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License