KOD ma nowego wodza. Czy okaże się marionetką w rękach słabej opozycji?

sobota, 27 maja 2017

Krajowy Zjazd Delegatów Stowarzyszenia KOD już za nami. Mateusz Kijowski zrezygnował z kandydowania na przywódcę organizacji, a nowym szefem został Krzysztof Łoziński. Jednak, zanim skupimy się na sylwetce nowego lidera, należałoby powiedzieć kilka słów o atmosferze, w jakiej odbyło się spotkanie.

Fot. Logo Komitety Obrony Demokracji

Rozpoczęło się z opóźnieniem i nieprzyjemnie. Delegaci KOD przyjęli regulamin, w myśl którego dziennikarze nie zostali wpuszczeni na salę obrad. Jednak uchwały nie podjęto jednomyślnie, ponieważ część działaczy domagała się wpuszczenia dziennikarzy, skandując „Wolne Media!”. W tym miejscu przypomina mi się to, co działo się raptem kilka miesięcy temu, kiedy opozycja krzyczała podobne hasła przed sejmem, używając tuby w postaci Mateusz Kijowskiego.

Wtedy media były dla nich zniewolone i należało je czym prędzej zostawić w spokoju, i z powrotem wpuścić do sejmu. Jednak tym razem większość działaczy KOD chyba o tym zapomniała, uchwalając taki, a nie inny regulamin spotkania. Rozumiem, że to wszystko wina burzy medialnej, jaka zrobiła się wokół Mateusza Kijowskiego.

Na początku wydawać by się mogło, że to właśnie byłemu liderowi zależy na tym, by zamknąć dziennikarzom drzwi przed nosem, ale złapany później przez reportera powiedział, że oburzyło go zachowanie delegatów i właśnie wtedy zaczął rozważać wycofanie się z kandydowania na szefa KOD. Ostatecznie zrezygnował, a nowym przewodniczącym został Krzysztof Łoziński – działacz antykomunistycznego podziemia.

Nie jestem pewien czy to, co powiedział przed kamerami Mateusz Kijowski, rzeczywiście było prawdą. Sądzę, że było tylko przygotowaną wcześniej akcją, uniemożliwiającą dziennikarzom relacjonowanie zdarzenia, a późniejszy komentarz byłego lidera to próba zostawienia po sobie pozytywnego wrażenia.

Kim jest nowy przewodniczący?

Krzysztof Łoziński przewodniczył już podobnej organizacji, która nazywała się Komitetem Obrony Robotników. Organizacja działała od września 1976, przez okrągły rok. Powstała po to, by pomagać osobom represjonowanym w Ursusie, w Radomiu, a także w Płocku.

We wrześniu 1980 roku, Łoziński został przewodniczącym „Solidarności” w Teatrze Wielkim, co w tym momencie pozwala uznać jego kompetencje za znacznie wyższe niż te, które posiadał Mateusz Kijowski, kiedy został powołany na lidera KOD. Myślę, że w tamtym okresie, kiedy KOD dopiero zbierało siły, nie było w zasięgu ręki lepszego lidera-marionetki, o czym pisałem w innym artykule.

Tym razem liderem został człowiek, który – zdawałoby się – pasuje do tej roli lepiej, niż ktokolwiek inny. Dlaczego nie wybrano go od razu, kiedy KOD był tylko powstałą spontanicznie grupą ludzi domagających się obrony demokracji Rzeczypospolitej Polskiej? Myślę, że odpowiedź na to pytanie znajduje się w poprzednim akapicie. Opozycja nie potrzebowała kogoś, kto z grupy poirytowanych obywateli stworzyłby nową partię polityczną, gotową w dalszej perspektywie poważnie zagrozić nie tylko Prawu i Sprawiedliwości, ale przede wszystkim tym, którzy wymyślili, że Polacy potrzebują tego ruchu społecznego.


Jednak teraz, kiedy opozycja leży na łopatkach i daje się bić rządzącym przy każdej możliwej okazji, a Mateusz Kijowski został zdyskredytowany przez fakty, które w ostatnim czasie ujrzały światło dzienne, trzeba podjąć radykalne kroki. Myślę, że to właśnie dlatego powstała tak duża przepaść kompetencyjna między pierwszym a drugim liderem, który być może pozbiera rozsypujący się Komitet Obrony Demokracji lub po prostu pozwoli mu umrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License