Czy koniec ZUS-u, to koniec Polski?

środa, 10 maja 2017

Kiedy myślimy o ZUS-ie, przede wszystkim przychodzi nam do głowy skojarzenie z systemem rent i emerytur w Polsce. W ostatnich miesiącach temat jest do tego stopnia nagłaśniany przez media i specjalistów analizujących pomysły rządu dotyczące systemu wypłacania świadczeń, że o Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych słyszały nawet małe dzieci.

Fot. www.flickr.com | Creative Commons

Wielu z nas bije się z myślami, próbuje wyrobić sobie jakiś pogląd na sytuację, w jakiej znalazła się Polska – chodzi głównie o niż demograficzny, starzejące się społeczeństwo, co w kontekście wypłacania emerytur ma kluczowe znaczenie – ale mam wrażenie, że młodzi ludzie nie do końca wiedzą, z której strony na to spojrzeć.

Sam miałem z tym problem, bo przecież zawiłości związane z prawem podatkowym i świadczeniami społecznymi są dość problematyczne nie tylko dla młodych (życiowych żółtodziobów), ale również dla wielu starszych – często tych, którzy już powoli dobijają do mety swojej kariery zawodowej i niedługo będą się cieszyli zasłużoną emeryturą.

Jednak nie jest to takie oczywiste, jakby się mogło wydawać. Rząd przecież co jakiś czas zmienia wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn, może także zmodyfikować wielkość odprowadzanych składek przez pracowników. Jednym słowem – ZUS przypomina Amazonkę, a emeryci turystów z Europy, którzy płyną tą rwącą i niebezpieczną rzeką, bo przecież wybrali się na wycieczkę i chcą pozwiedzać, ale nie wiedzą, co znajdą za kolejnym meandrem. Młodzi ludzie byliby w tym przykładzie tubylcami, którzy z różnych względów mogą godzić się lub nie godzić na warunki turystów.

Zanim wyjaśnię powyższy przykład, chciałbym zacząć od odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czym jest ZUS? Przede wszystkim agendą rządową, która jest ściśle podporządkowana grupie sprawującej władzę w Polsce. Jak wspominałem wcześniej, Rada Ministrów może zadecydować o obniżeniu/podniesieniu wieku emerytalnego czy o wysokości składek pobieranych od pracowników.

Jednak ZUS to przede wszystkim „polisa ubezpieczeniowa na starość”, swego rodzaju obowiązkowe PZU albo cokolwiek podobnego. Kiedy wykupujemy polisę zabezpieczającą przed nieszczęśliwymi wypadkami (w jakiejś prywatnej firmie ubezpieczeniowej), to najprościej mówiąc, zakładamy się z ubezpieczycielem, że złamiemy nogę, zaś ubezpieczyciel zakłada się z nami, że tego nie zrobimy. Stawką w tej grze jest oczywiście kwota zasądzonego ubezpieczenia – jeśli poślizgniemy się zimą na lodzie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że wygramy nasz zakład; w przeciwnym razie okaże się, że płaciliśmy składki na darmo i daliśmy wygrać ubezpieczycielowi.

W przypadku ZUS-u sprawa wygląda podobnie, z tą różnicą, że zakładamy się o to, jak długo będziemy żyli (dla ZUS-u im krócej, tym lepiej, dla nas wiadomo – odwrotnie). Jednak w tym przypadku płacimy składki przez całe życie zawodowe i nawet jeśli dożyjemy emerytury, to tylko pozornie wygramy zakład. Po pierwsze dlatego, że według szacunkowych wartości, nasza wpracowana emerytura, za te czterdzieści kilka lat pokryje raptem 30% pensji, którą aktualnie dostajemy. Czy jesteśmy gotowi zmniejszyć nasze wydatki o ponad 60%, żeby za ponad 40 lat wystarczała nam emerytura z ZUS-u? Śmiem w to wątpić, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach dominuje model konsumpcjonizmu. Chętnie wydajemy pieniądze – często nie nasze, tylko pożyczone od banków, o czym pisałem już wcześniej.

Po drugie, jaką mamy pewność, co wydarzy się za prawie pół wieku? Czy będzie wtedy istniał system emerytalny? Czy Niemcy znowu na nas nie najadą? Przecież tego nie wiedziałby nawet Nostradamus, nie mówiąc już o zwykłym Kowalskim, który przez całe życie odkładał na emeryturę, opłacał składki, a na starość obudzi się z ręką w nocniku.

Co by było, gdyby ZUS upadł?
O tym nikt nawet nie chce myśleć. Zapytałem w rodzinie osoby, które kroczą ku emeryturze – co byś zrobił, gdyby ZUS powiedział, że nie da ci emerytury, bo młodzi się zbuntowali i nie chcą płacić składek? Przecież ZUS to umowa społeczna, a umowy mają to do siebie, że można je rozwiązać. Jeśli – dajmy na to – wszyscy młodzi ludzie wyjadą za granicę albo przestaną rodzić dużo dzieci (co w dzisiejszym modelu pogoni za karierą jest realnym zagrożeniem dla przyszłości Polski), to nie ma takiej siły, żeby przetrwał ZUS.

Wtedy jednym rozwiązaniem będzie chyba tylko eutanazja dla tych, którzy nie mogą pracować i powrót do zawodu dla tych, którzy jeszcze się do tego nadają.

Teraz dużo mówi się o „socjalnej emeryturze”, którą rząd chce nadać ludziom „z urzędu”, niezależnie od liczby przepracowanych lat. Mówi się o tysiącu złotych i to faktycznie dobrze brzmi. Jeśli ktoś nie będzie chciał zbyt dużo pracować, to nie musi, bo może urodzić dziecko, dostać 500+, a potem, kiedy dobije do wieku emerytalnego, to dostanie 1000 złotych brutto i państwo jakoś utrzyma go przy życiu. W każdym razie ani dzisiaj, ani jutro, ani nawet za 10 lat nie musi się martwić o swój los na starość.

Tylko czy na pewno? Otóż nie, bo jeśli rząd obieca teraz, że każdy dostanie emeryturę, to już dzisiaj emeryci będą musieli drżeć o swoje świadczenia. Jeśli ludzie w Polsce nie będą mieli motywacji do pracy i opłacania składek, to nie będą tego robić, bo po co, skoro państwo i tak na wszystko da (na dom, na dzieci, na żłobek, na starość).

System emerytalny w Polsce zabrnął już do takiego punktu, że co byśmy nie zrobili, to nie będzie idealnie, ani nawet dobrze. ZUS nie może upaść, bo Polacy nie potrafią oszczędzać pieniędzy. Jeśli państwo się o nich nie zatroszczy, to najdalej tydzień po przejściu na emeryturę, 60% Polaków będzie musiało wyjść na ulicę i prosić o datki. Takie są fakty.

Z drugiej strony obarczanie ludzi wysokimi składkami pobieranymi z miesięcznej pensji też nie jest dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej, że te pieniądze nie są odkładane na TWOJĄ emeryturę, tylko są od razu wypłacane w formie świadczeń komuś, kto aktualnie jest emerytem lub rencistą. Tak w uproszczeniu wygląda system. Sprowadza się do tego, że nie możesz mieć nigdy pewności, że dostaniesz emeryturę, kiedy już na nią zapracujesz.

Pieniądze nie będą na ciebie czekały na prywatnym koncie strzeżone przez ZUS. To ktoś młody będzie musiał zakasać rękawy i zarobić je dla ciebie. Tylko, co się stanie, jeśli zabraknie nam młodych wilków do pracy?
Państwo to podźwignie, biorąc pod uwagę swoje dotychczasowe rozdawnictwo?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License