Delegalizacja narkotyków, czyli historia jakiej nie znacie

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie świat, w którym wszystko jest legalne? Ba, w tym świecie nie istnieje nawet przymiotnik „nielegalny”! Pewnie myślisz sobie, że to bzdura albo utopia wymyślona przez chorego populistę chcącego porwać rzeszę podobnych do niego wariatów.
Muszę jednak powiedzieć, że się mylisz, ponieważ świat, o którym piszę istniał naprawdę. Jednak to było tak dawno temu, że już nikt tego nie pamięta.
Zanim powstały pierwsze prawa i kary za ich nieprzestrzeganie, ludzie robili mnóstwo rzeczy, które w dzisiejszych czasach uznawane są za niedozwolone, w najlepszym razie niemoralne. Przecież trudno zaprzeczyć, że powszechnie znane substancje odurzające istniały, zanim człowiek stworzył system legislacyjny i zakazał ich zażywania.

narkotyki
Fot. Brandon Glesbrecht | www.Flickr.com | Creative Commons

Jeśli zapytam kogoś z was, dlaczego w ostatnich latach zaczęto wprowadzać zakaz palenia w miejscach publicznych, to odpowiecie: przecież nikomu nie uśmiechało się stać pod wiatą i czekać na autobus, wdychając dym papierosowy razem z jakimś palaczem. Należało coś z tym zrobić!
I tutaj powód był oczywisty i raczej bezsporny (jeśli nie weźmiemy pod uwagę palaczy wkurzonych na system). Jednak delegalizacja niektórych narkotyków przebiegała w nieszablonowy sposób – część osób zainteresowanych tematem twierdzi, że sprzeczny z logiką.

Dlaczego ludzie palili?

Nie ulega wątpliwości, że konopie indyjskie są znane ludzkości od tysiącleci. Już przed naszą erą stosowano je w różnych celach – między innymi do produkcji ubrań, papieru czy sieci rybackich.
W niektórych wierzeniach marihuana miała i wciąż ma istotne znaczenie. Przed epoką średniowiecza uznawano ją za sposób komunikacji z siłami nadprzyrodzonymi, za swego rodzaju „posłańca” przynoszącego wieści z zaświatów.
Rytualne znaczenie konopi widoczne jest przede wszystkim w ruchu Rastafari. Palenie uznaje się za pomocne podczas medytacji.

Natomiast, w dzisiejszych czasach znaczna część użytkowników pali ją przede wszystkim w celach relaksacyjnych. Oczywiście w większości państw jej używanie, rozprowadzanie, a nawet posiadanie jest surowo zabronione i karane więzieniem. Jednak nie zmienia to faktu, że wbrew temu, na całym świecie hoduje się jej ogromne ilości.

Istnieją ruchy sprzeciwiające się karom za palenie marihuany. Ponadto, wiele osób publicznie deklaruje swoje przyzwolenie na legalizację tak zwanych miękkich narkotyków. Nie będziemy się zagłębiać w sens manifestacji domagających się „wolnych konopi”, bo to temat na osobny artykuł, ale zwrócimy uwagę na inne aspekty związane z popularną używką.

Przyczyny delegalizacji niektórych narkotyków

Jeśli powiem wam, że rasizm stał się w przeszłości jedną z przyczyn delegalizacji opium, możecie mi nie uwierzyć. Sam nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego jak dziwne mogły być powody zakazów funkcjonujących do dzisiaj.
Prawie 150 lat temu dla Amerykanów zamieszkujących Kalifornię, problemem stali się chińscy imigranci. Ich egzotyczne zwyczaje (zamiłowanie do opium) i niezwykle trudny do zrozumienia język stały się powodem niechęci amerykańskiego społeczeństwa.
W tamtym okresie krążyło mnóstwo miejskich legend na temat skandalicznych zachowań odurzonych Chińczyków. Mieli oni bowiem, opętani narkotycznym szałem, wykorzystywać białe kobiety, które odurzone opium, stawały się bezwstydnymi dziw#@mi.
Efektem tego był wprowadzony w 1875 roku, w San Francisco, lokalny akt prawny zakazujący używania opium. Zaś w 1909 roku w Stanach Zjednoczonych został ustanowiony federalny zakaz stosowania tego narkotyku.

Sędzia federalny Frederic Block, twierdził w artykule napisanym dla The Huffington Post, że delegalizacja kokainy również miała podłoże rasistowskie. Ów narkotyk był dla Murzynów tym samym, co opium dla Chińczyków.
W tym przypadku, podobnie jak w kwestiach związanych z zakazami nałożonymi na opium, mówiło się, że Murzyni odurzeni kokainą napadali na białe, porządne kobiety.
Dla wzmocnienia przekazu władz federalnych, gazety publikowały artykuły o tendencyjnych tytułach, które tłumaczyły agresję i przestępstwa popełniane przez czarnoskórych jako efekt zażywania kokainy. W efekcie medialnego szumu, w 1914 roku kokaina stała się produktem nielegalnym.

Idąc tym tropem, łatwo będzie określić z jakich przyczyn marihuana stała się podejrzana amerykańskim władzom.
Nie będzie w tym nic egzotycznego, jeśli powiem, że zakaz miał również podłoże rasistowskie. Począwszy od lat dwudziestych XX wieku, za bezprawne zachowania Meksykanów, winiono nadużywanie przez nich marihuany.
Kapitan policji w El Paso stwierdził, że marihuana daje Meksykanom nadludzką siłę do popełniania przestępstw.

Pod wpływem marihuany, Meksykanie stają się bardzo agresywni, wściekli i atakują oficera nawet, jeśli ma przy sobie broń. Wydają się nie znać strachu. Zauważyłem także, że pod wpływem marihuany mają nadludzką siłę i przeciwko jednemu odurzonemu bandycie musi stawać kilku oficerów. W normalnych warunkach, jeden człowiek mógłby sobie z nim z łatwością poradzić.

Kampania przeciwko marihuanie była podsycana przez przemysłowych potentatów, którzy wykorzystywali stereotyp meksykańskiego imigranta zarażającego narkomanią przykładnych amerykańskich obywateli.

Kwestia szkodliwości marihuany została jeszcze mocniej rozdmuchana po 1930 roku za sprawą Harry’ego Anslingera – amerykańskiego oficjela z Partii Republikańskiej – który był wielkim zwolennikiem prohibicji, a później także delegalizacji narkotyków. Odegrał on istotną rolę w obowiązującym do dzisiaj zakazie palenia marihuany.

U początku swojej antynarkotykowej działalności, Harry Anslinger napisał artykuł pt. „Marihuana – morderca młodzieży”, w którym możemy przeczytać:

Rozgniecione ciało młodej dziewczyny leży na chodniku następnego dnia po tym, jak wyskoczyła z piątego piętra chicagowskiego bloku mieszkalnego. Każdy mówi, że to samobójstwo, jednak to było morderstwo. Zabójcą był narkotyk znany Amerykanom jako marihuana, a historii jako haszysz. Używa się go w formie papierosów, jest względnie nowy w Stanach Zjednoczonych, ale równie niebezpieczny, co zwinięty grzechotnik. Reader’s Digest, February 1938; "Marijuana - Assassin of Youth"; H.F. Anslinger

używki
Plakat do "Marijuana - Assassin of Youth"

Pewnie wielu z was zadaje sobie pytanie: dlaczego Harry Anslinger był takim zagorzałym przeciwnikiem konopi indyjskich? Wydawałoby się, że tak ortodoksyjne poglądy musiały być w nim zakorzenione przez większą część życia, jednak okazuje się, że to nieprawda.

Anslinger zaangażował się w delegalizację marihuany dopiero w 1930 roku! Wcześniej interesowała go wyłącznie prohibicja alkoholu, która, de facto, zakończyła się porażką. W ten oto sposób Harry Anslinger stał się szefem ogromnego departamentu, który nie miał z czym walczyć. W takim układzie od upadku mogło go ochronić tylko jedno: znalezienie sobie nowego wroga publicznego numer jeden.
Koniec końców człowiek, który w okresie prohibicji alkoholu twierdził, że marihuana nie jest problemem w USA, stał się jej zagorzałym przeciwnikiem.

Victor Licata – narkoman i morderca czy kozioł ofiarny?

W prowadzeniu kampanii przeciwko marihuanie Harry Anslinger wykorzystał różne chwyty. Były filmy propagandowe, artykuły w gazetach, plakaty ukazujące ludzi owładniętych narkotycznym szałem. Wszystko to miało doprowadzić społeczeństwo do panicznych reakcji na samo słowo „marihuana”.
Jednak Harry Anslinger czuł, że głoszone przez niego tezy (w dodatku krytykowane przez wielu lekarzy), muszą znaleźć pokrycie w rzeczywistości.
Wtedy, na ratunek teorii o zbrodniczym działaniu konopi indyjskich przyszedł Victor Licata – niezrównoważony młodzieniec, który był uosobieniem wszystkich złych cech narkomana głoszonych przez Anslinger.

Mianowicie, w nocy 16 października 1933 roku na Florydzie doszło do makabrycznej zbrodni. 20-letni mężczyzna wziął toporek i zamordował rodziców, dwóch braci i siostrę. Pozbawił ich życia, kiedy spali.

Następnego ranka policja znalazła go siedzącego w sypialni, w rodzinnym domu. Miał na sobie czystą koszulę i spodnie, choć pod ubraniem jego ciało było umazane krwią.
Pomimo faktu, że Victor Licata miał bogatą historię choroby psychicznej, policja i prasa uznały go za ćpuna uzależnionego od marihuany, który pod jej wpływem dokonał makabrycznej zbrodni. Po kilku dniach w gazetach ukazał się artykuł pt. „Stop dla morderczego dymu”.
Harry Anslinger podtrzymywał w swojej propagandzie przekonanie o tym, że to palenie marihuany przyczyniło się do wywołania u Licaty morderczych skłonności, w wyniku czego doprowadziło go do wymordowania rodziny.

Kończąc historię Victora Licaty, należy powiedzieć, że nigdy nie wszczęto przeciwko niemu postępowania o morderstwo. Po aresztowaniu został przebadany przez psychiatrę, który stwierdził u niego otępienie wczesne. Dzisiaj nie używa się tego sformułowania, pod którym kryją się takie schorzenia jak: autyzm, różne odmiany schizofrenii, pewne odmiany depresji, a nawet niedoczynność tarczycy. W praktyce oznaczało to, że Victor Licata miewał halucynacje spowodowane niebezpiecznymi impulsami i okresami podniecenia, w wyniku których mógł zamordować rodzinę.

Licata został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym na Florydzie. Jego teczka chorobowa nie zawierała informacji o uzależnieniu od marihuany. 4 grudnia 1950 roku popełnił samobójstwo.

Niemniej jednak, kampania Anslingera odniosła wielki sukces, ponieważ początkowo tylko cztery stany zakazywały palenia marihuany, a w wyniku jego usilnych starań ich liczba wzrosła do czterdziestu ośmiu.
Zachęcony zwycięstwem na terenie Stanów Zjednoczonych, zaczął nakłaniać władze innych państw, między innymi Meksyku, żeby także zakazały palenia marihuany.

Tania siła robocza – teoria Chomsky’ego

Noam Chomsky, amerykański lingwista, filozof i działacz polityczny, twierdzi, że wojna z narkotykami była toczona w akompaniamencie dyskryminacji rasowej. Podczas jednej z konferencji wskazywał na wybielanie amerykańskiej historii i „kryminalizację czarnego życia”. Jak to wyglądało w praktyce?

W tym celu musimy się przyjrzeć dwóm interesującym okresom w historii Stanów Zjednoczonych – momentu, kiedy Harry Anslinger dążył do zakazania zażywania marihuany i współcześnie prowadzonej wojnie z narkotykami, zakrojonej w USA na ogromną skalę.

Jaki mógł być pożytek z zamykania ludzi zażywających narkotyki? Początkowo nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, ale za to jasne były koszty ponoszone przez zakłady karne. Takiego więźnia trzeba było przecież nakarmić, napoić i dać mu miejsce do spania. Wszystko to obciążało państwowy budżet i do dzisiaj obciąża, jednak Chomsky w swoich wykładach nakreślił interesującą teorię walki z kosztami.

Wyobraźcie sobie Stany Zjednoczone wyczerpane Wojną Secesyjną. Skończyło się niewolnictwo, nie można już było zmuszać czarnoskórych do darmowej pracy i czerpać z tego korzyści, popychając tym samym gospodarkę do przodu. Dodatkowo Harry Anslinger zaczyna bojkotować marihuanę, a do więzienia trafiają pierwsi przyłapani na jej używaniu lub rozprowadzaniu, obciążając tym samym ledwo zipiący budżet.

Jednak ktoś wpadł na pomysł, że mając za kratkami tak wielu skazańców, którzy w zasadzie siedzą bezczynnie, ale są ściśle podporządkowani władzom zakładów penitencjarnych, można by ich trochę zaktywizować.
Chomsky stwierdził, że w ten oto prosty sposób znalazła się w Stanach Zjednoczonych tania, zdyscyplinowana siła robocza, której nie trzeba było opłacać! Przecież w tamtym okresie większość amerykańskiego przemysłu opierała się na pracy niewolników, których już nie było.

Następnie w latach 50 i 60 dwudziestego wieku nastąpił spory wzrost ekonomiczny, a także wzrosło poczucie równouprawnienia. Czarnoskóra mniejszość mogła pracować w miejscach, w których chciała, zarabiała jakieś pieniądze, kupowała domy. Jednak wciąż nie należeli do lepiej sytuowanych grup społecznych, co w rozumieniu władzy oznaczało, że byli bardziej skłonni do popełniania przestępstw.

Jeśli spojrzymy na obecne czasy, w kwestii wojny z narkotykami nie zmieniło się prawie nic. Według Chomsky’ego jej nadrzędnym celem wciąż jest eliminowanie ze społeczeństwa ludzi, którzy wiszą gdzieś pomiędzy biedą a radzeniem sobie. Taka struktura społeczna jest typowa dla krajów Trzeciego Świata. Według niego Stany Zjednoczone należą do tej grupy państw, choć są znacznie bogatsze.

W takich krajach żyje cała masa ludzi zbędnych, z którymi rząd próbuje sobie w jakiś sposób poradzić. Są państwa, w których tworzy się dzielnice nędzy, w innych dokonuje się czystek, jednak w tak ucywilizowanym kraju jak Stany Zjednoczone, nie można pozwolić sobie na barbarzyństwo. Chomsky twierdzi, że miejsce tych wszystkich zbędnych ludzi jest w więzieniach, a najczęstszą przyczynę odsiadki stanowią narkotyki.

Zapewne niektórzy z was nie spodziewali się, że historia delegalizacji narkotyków jest taka zawiła. Nie ulega wątpliwości, że temat legalizacji marihuany jest trudny. Zwolennicy jak i przeciwnicy tego narkotyku zarzucają się argumentami potwierdzającymi ich racje, nie dochodząc w ten sposób do żadnych wniosków.
W ostatnich latach dyskusja na ten temat przybrała na sile i podejrzewam, że wkrótce nastąpią jakieś zmiany w temacie miękkich narkotyków (trudno powiedzieć w jakim kierunku). Niemniej jednak, uważam, że niezależnie od decyzji ogółu społeczeństwa czy władzy państwowej, tylko umiar i zdrowy rozsądek są w stanie uratować nas przed zgubnymi konsekwencjami jakiegokolwiek nałogu.

Państwo może wprowadzać zakazy i kary, ale nie zmieni to ilości narkotyków dostępnych w obiegu, ani nie wypłynie zanadto na ich cenę rynkową. Oczywiście walka z kartelami nie jest bezzasadna, aczkolwiek trudno ugasić ognisko, plując na nie tylko własną śliną.

Mateusz Maludziński



***
Jeśli spodobał Ci się mój artykuł, zostaw komentarz (będzie mi bardzo miło) i polub profil na Facebooku lub na Twitterze. Bądźmy w kontakcie. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License