Rake - potwór z lasu

wtorek, 1 listopada 2016

            Nie wiadomo jak wiele potworów ujawnia swoje istnienie, kiedy wszędzie gasną światła i zapada noc. Zapewne wiele razy wyobrażałeś sobie ponurą kreaturę wpatrującą się w ciebie z ciemnych zakamarków pokoju, kiedy maszerowałeś nocą do łazienki. Za każdym razem myślałeś wtedy, że jeśli Cię dopadnie, to już koniec. Nie zdążysz nawet krzyknąć, gdy jego odbicie pojawi się w łazienkowym lustrze…


miejskie legendy


Rake to potwór, który ujawnił swoje istnienie w 1902 roku. Wyobraź sobie dwójkę nieszczęśników, która wybrała się nocą na ryby. Jezioro, w którym chcieli zarzucić wędki okalał gęsty, sosnowy bór.
       Mężczyźni dotarli na miejsce, kiedy było jeszcze jasno. Latem słońce zachodziło późno, a oni chcieli rozbić namiot zanim zapadnie zmrok. Kiedy po raz pierwszy zarzucili wędki, księżyc wisiał nad taflą wody i odbijał się w niej, niczym sceniczny jupiter.
        – Mam nadzieję, że są tu jakieś ryby – powiedział jeden do drugiego.
        – Jakieś na pewno.
        Nie rozmawiali zbyt dużo, żeby nie spłoszyć ryb. Czekali w skupieniu, wpatrując się w spławiki kołyszące się na falach.
            Nagle szelest za plecami wyrwał ich z zamyślenia. Popatrzyli po sobie. Księżyc oświetlał kawałek dzikiej plaży za ich plecami, ale nie mieli wystarczająco odwagi, żeby spojrzeć za siebie.
            Patrzyli na siebie przez chwilę, nasłuchując kolejnego szelestu, ale w lesie na nowo zapadła cisza – jeśli nie liczyć pohukiwania sów i zawodzenia jeleni, gdzieś bardzo daleko.
            – Pewnie lis albo zając – powiedział jeden z nich. Drugi pokiwał głową i popatrzył na spławik.
            – Zobacz, chyba coś bierze! – syknął, a jego kumpel zaciął wędkę i po chwili walki wyciągnął z wody małego pstrąga. Był tak mały, że musiał go wpuścić z powrotem do wody.
            Chcieli łowić dalej, ale zanim zdążyli zarzucić wędki z powrotem, znajomy szelest znowu dał się słyszeć. Tym razem był głośniejszy i jeszcze bardziej natarczywy.
            – Hej! – wrzasnął rybak, licząc, że odstraszy intruza. Zapadła cisza. Drugi rybak podniósł się i stanął ramię w ramię z kolegą. Lustrowali skrawek ziemi oświetlony blaskiem księżyca, ale dostrzegli tylko kawałek namiotu, część sprzętu do wędkowania i… i jakiś dziwaczny kształt wyłaniający się nieśmiało z mroku.
            – Widzisz to? – zapytał jeden z nich, pokazując palcem na kształt leżący na ziemi.
            – Widzę. To jakiś korzeń – powiedział. – Łowimy dalej? – zapytał, a kumpel skinął głową, choć nie przestał obserwować dziwnego korzenia. Był przekonany, że pierwsze drzewa rosły dużo dalej i nie spodziewał się, żeby mogły mieć tak długie korzenie.
            Jego przyjaciel siedział już na plaży i przygotowywał wędkę, kiedy nagle rozległ się szelest i tajemniczy korzeń zniknął.
            – Kurwa mać! To nie korzeń!
            Znowu obaj stali obok siebie i lustrowali ciemność. Drugi wędkarz z przerażeniem stwierdził, że jego kumpel miał rację. Korzeń przepadł, pozostawiając po sobie strach i zwątpienie.
            – Masz latarkę?
            – Została w namiocie – odparł rybak, ale najpierw obmacał kieszenie kamizelki. Przypomniał sobie, że zostawił ją, bo uznał, że nie przyda im się przy tak jasnym księżycu.
            W lesie znowu się zakotłowało. Mieli wrażenie, jakby między sosnami nagle zaczął szaleć diabeł tasmański. Ich serca podeszły już do gardeł, choć nie chcieli się do tego przyznać nawet sami przed sobą.
            Popatrzyli na siebie, potem na porzucone wędki i zaczynali żałować, że wybrali się na łowisko. Zapewne ktoś chciał im zrobić głupi kawał i gdyby go dopadli, ukręciliby mu łeb, ale noc sprawiła, że stali się bezbronni wobec zuchwałego żartownisia.
            – Zabierajmy się stąd – zakomenderował jeden z nich.
            – Ale co z rzeczami?
            – Pozbieramy je jutro.
            Kiedy ruszyli niepewnym krokiem w kierunku namiotu, starali się wyłuskać z ciszy nawet najsłabszy szelest, ale to na nic. Żartowniś przestał burzyć swoimi wybrykami spokojny porządek nocy. Dla rybaków stało się to jeszcze bardziej nieznośne niż hałasy, które wytrąciły ich z równowagi i napędziły im strachu.
            Cisza sprawiała, że czuli się tak niepewnie, jakby szli przez pole minowe. Nigdy nie wiadomo, kiedy mógł nastąpić wybuch. Szli równo, ale każdy z nich lustrował inne rejony. Jeden obserwował miejsce, w którym dostrzegł korzeń, a drugi wpatrywał się w namiot jak zahipnotyzowany. Mieli uciec z lasu, ale nie byli w stanie zrobić tego bez latarki.
            – Co robisz? – zapytał jeden, widząc jak ten drugi zmienia kierunek i rusza do namiotu.
            – Potrzebujemy latarki. Jak chcesz wyjść z lasu? – zapytał, nie wiedząc nawet, że to były jego ostatnie słowa. Zanurzył się w namiocie i niemal natychmiast wrzasnął tak głośno, że kruki siedzące na najbliższej sośnie sfrunęły z niej, kracząc ostrzegawczo.
            Krzyk poniósł się echem daleko w gęstwinę. Drugi rybak omal nie dostał zawału. Odskoczył od namiotu, w którym zakotłowało się jak w kurniku, do którego wdarł się lis. Jego towarzysz wrzasnął jeszcze raz, ale krzyk szybko przekształcił się w cichnący bulgot.
            Potem z namiotu wydobył się pomruk i ze środka wyłonił się łysy, biały jak brzuch ryby potwór. Jego oczy błyszczały w blasku księżyca jak ślepia kota.
            Rybak, który pozostał przy życiu, przełknął głośno ślinę i zaczął się cofać, jakby zapomniał, że za jego plecami było jezioro.
            Rake popatrzył na ofiarę, a jego usta wykrzywiły się w grymasie przypominającym uśmiech. Potem popędził co sił w kończynach na spotkanie z drugim rybakiem.
Nie wiem, co się z nim stało, ale słyszałem, że nie wrócił do domu. Policja długo ich szukała, ale bezskutecznie. Dopiero po miesiącu ktoś natrafił na ślady obozowiska, a w namiocie znaleziono zaschniętą krew i kilka kości.

            Z tego powodu Rake jest potworem, którego możesz nie spotkać nocą w sypialni – pod warunkiem, że za twoim domem nie rozciąga się stary i gęsty las, a ty nie zasnąłeś przy otwartym oknie. W przeciwnym razie może się zdarzyć, że potwór wychynie z zarośli i zaczai się na skraju twojego łóżka.
            A i jeszcze jedno…
Kiedy obudzi cię przeświadczenie, że ktoś trącił cię w stopę albo wrażenie, że prawie na pewno jakaś istota siedzi w głębi pokoju i lustruje cię wzrokiem, to wsłuchaj się w ciszę i pod żadnym pozorem nie otwieraj oczu! Może zniknie, a jeśli nie, to i tak jest jedyne, co mógłbyś zrobić…

Mateusz Maludziński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License