Powszechna inwigilacja

czwartek, 3 listopada 2016

inwigilacja


Jak mnie wk@#wia to, że mnie wszyscy inwigilują! Siedzę przy biurku, patrzę na telefon i zastanawiam się czy ktoś nie rejestruje tego, co mówię, kiedy myślę, że nikt mnie nie słyszy.
Większość z nas nie ma o tym bladego pojęcia, ale dużo z tego, co robimy jest permanentnie rejestrowane – czy to przez telefony komórkowe, skrzynki mailowe czy komunikatory internetowe. Nie mam złudzeń, że ktoś to kiedyś wykorzysta przeciwko nam.
Przychodzi mi wtedy do głowy, że żyjemy w świecie, który przewidział George Orwell. Na szczęście on ma już życie za sobą i nie dożył czasów, na które patrzy z niedowierzaniem wiele osób. Jednak większość z nas jest jak te żaby, które wrzucone do wrzącej wody natychmiast z niej wyskoczą, ale kiedy gotuje się je stopniowo, przez długi czas, nawet nie zauważą momentu, w którym zostaną ugotowane.

Wciąż powtarza nam się, że mamy wolność słowa, wolność wyboru i wiele innych wolności (tylko ponoć z nich nie korzystamy i może co w tym jest), jednak prawda wydaje się troszeczkę inna od tej, którą nam przedstawiają.
Ktoś ustalił, od którego roku życia twoje dzieci muszą pójść do szkoły i czego będą się uczyły, urząd gminy decyduje co i kiedy możesz postawić na własnej działce. Wprowadza się różne bzdurne ograniczenia, wmawiając nam przy tym, że tak jest łatwiej, że to dla wspólnego dobra, wkładając nam w usta normy społeczne, które stoją w sprzeczności z ludzką naturą.
Jeśli poruszyłem temat propagandy, to należałoby powiedzieć, że istnieją państwa, gdzie jej poziom jest tak wysoki, iż rządzący bez trudu wmówiliby obywatelom, że dwa razy dwa to nie cztery, tylko z całą pewnością pięć. Znasz takie kraje – Chiny, Korea Północna, gdzie jakiś głupek na tronie dozuje ludziom dostęp do wiedzy.
Czy to nie jest nienormalne, że w tłumie Koreańczyków znalazłoby się mnóstwo mądrzejszych, przystojniejszych i bardziej rozgarniętych facetów od wodza? To wszystko jest przecież gorsze niż czystki etniczne w Afryce, choroba szalonych krów i rasizm, a więc (w dzisiejszym świecie) ZUPEŁNIE NORMALNE.

Wychodzisz przed dom i widzisz kamery przemysłowe, które gapią się na ciebie szklanym okiem. Możesz do nich pomachać, żeby utrzeć nosa temu, co siedzi po drugiej stronie i śmieje się, że znowu wyszedłeś na ganek w tym samym wyciągniętym podkoszulku.
Chodź sobie po mieście i miej to wszystko w dupie, słuchając nowych płyt tych samych wykonawców, ani się wtedy obejrzysz jak setki kamer CCTV zarejestruje gdzieś się szlajał.
Pamiętaj tylko, że twój mądrutki smartfon im w tym pomoże, bo on skrupulatnie notuje gdzie i kiedy chodziłeś. Zapomniałeś już, że masz zasięg i dostęp do YouTube’a dlatego, że on sukcesywnie loguje się do kolejnych baz rozsianych po okolicy?

Trudno oczekiwać regresu w dziedzinie inwigilacji, ponieważ powstają coraz to nowe systemy rejestrujące nasze zachowania w społeczeństwie. Obecnie większość kamer przemysłowych działa w obrębie jednej sieci, więc jeśli liczysz na to, że choć niektóre z nich nie widzą tego, co robisz, to jesteś w błędzie. Jedyne, co można zrobić, to uświadomić sobie istniejący problem i zacząć nazywać rzeczy po imieniu.
Rozumiem, że wielu z was powie, że to wszystko przez nielegalnych imigrantów i podsłuchiwanie ich telefonów jest nam potrzebne, bo dowiemy się gdzie wybuchnie bomba.
Głupszych tekstów nie rzucają nawet w sejmie. Czy ustawy inwigilacyjne ustanowione w innych krajach zapobiegły zamachom terrorystycznym? Który polityk wiedział zawczasu, gdzie dojdzie do zamachu?

Nie wiedzieli. Jednak, jeśli te ustawy naprawdę działają, a oni podsłuchują nas wszystkich, to dlaczego nie zareagowali zanim w zamachach zginęli ludzie?

Mateusz Maludziński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License