Felieton #4: Cmentarz – miejsce tajemnic i siedlisko miejskich legend

czwartek, 20 października 2016

Minęła już połowa października i wielkimi krokami zbliża się ten okres w roku, kiedy odwiedzamy groby naszych bliskich zmarłych. Dużo się wtedy wspomina, znajdujemy czas na refleksję, a stojąc nad mogiłami zdajemy sobie sprawę, że przemijanie to jednak prawda. Mnie samemu trudno jest odeprzeć od siebie myśl, że kiedyś trafię na drugą stronę i komuś przyjdzie stanąć nade mną (nie wnikając w to czy istnieje jakakolwiek alternatywna rzeczywistość).


cmentarz


Nic dziwnego, że wobec braku jakiejkolwiek wiedzy na temat śmierci i przemijania, ludzie zaczęli kiedyś tworzyć opowieści na ten temat. Nie zostałem namaszczony do wyrokowania, ale wydaje mi się, że w tym miejscu należałoby doszukiwać się genezy wszystkich miejskich legend i strasznych historii, które kiedykolwiek usłyszeliście.

Nie trzeba było długo czekać aż wokół cmentarzy narośnie wiele dziwacznych opowieści. Nie powiem Wam, że któraś z nich jest na pewno nieprawdziwa, ale też nie mogę zapewnić, że należy się bać o swoje życie, kiedy z jakiegoś powodu wybierzecie się nocą na cmentarz.

W latach 80-tych w Stanach Zjednoczonych popularna była legenda o chłopaku, który założył się z kolegami, że spędzi noc na cmentarzu. Niestety, nie można powiedzieć czy wygrał (przecież martwi są niesłowni, a on nie mógł już nikomu powiedzieć co tak naprawdę wydarzyło się, kiedy błąkał się wśród lasu krzyży i zimnych granitowych pomników). Koledzy znaleźli go następnego ranka. I choć nie żył, nie znaleźli na jego ciele żadnych śladów nierównej walki, którą być może przyszło mu stoczyć, zanim spoczął bezwładnie w ramionach marmurowego anioła, stojącego gdzieś w bocznej alejce.

Nie brakuje też legend, według których nieboszczycy próbują się z nami skontaktować. Była taka jedna, o staruszce, która podczas ciemnej, burzliwej nocy odebrała telefon.
– Halo – powiedziała do słuchawki, ale w odpowiedzi dostała tylko skrzek i zawodzenie wyjącego wiatru, choć jakaś część jej duszy chciała się w tym doszukać głosu jej schorowanego męża, zmarłego zaledwie zeszłej jesieni. Odłożyła słuchawkę, ale telefon nie dawał jej spokoju przez całą noc i wciąż dzwonił. Odebrała jeszcze kilka razy, ale nie usłyszała nic więcej, poza zawodzeniem i trzaskami.
Cały następny dzień myślała o tajemniczych telefonach. Bała się na samą myśl o kolejnej samotnej nocy i nieustępliwym dzwonieniu. To był moment, kiedy najbardziej potrzebowała zmarłego męża. Coś ją tknęło i jeszcze tego samego dnia wybrała się na cmentarz.
Kiedy dotarła na miejsce, przeżyła szok. Okazało się, że zeszłej nocy wiatr przewrócił słup telegraficzny na grób. Staruszka zamarła, i choć bardzo kochała męża, bała się na samą myśl, że mógłby znowu próbować się z nią skontaktować…

Słyszałem, że dawno temu w mojej okolicy pewna kobieta zasłabła. Medycyna nie była wtedy taka jak dzisiaj, ale lekarz zrobił co mógł i po badaniach stwierdził zgon. Grabarz zapakował kobietę do trumny, a rodzina zorganizowała jej pogrzeb.
Nagle, podczas marszu żałobnego, rozległo się pukanie, które usłyszeli tylko najbliżsi, bo szli zaraz za trumną i niosący ją grabarze. Możecie sobie wyobrazić szok ludzi, kiedy okazało się, że biedaczka wcale nie umarła. Byli żałobnicy uwolnili ją z klaustrofobicznej ciemności, zanim się udusiła i rozeszli się do domów.
Jednak nie trzeba było długo czekać na powtórkę owej historii, która miała miejsce zaledwie dwa lata później. Kobieta znowu zasłabła, ale inny lekarz, znając już historię nieszczęśniczki, zbadał ją dużo dokładniej.
Znowu przyszło do pogrzebu i podczas marszu na cmentarz, prawie w tym samym miejscu, rozległo się znajome – puk, puk, puk – które przyprawiło grabarzy o palpitacje serca. Okazało się, że kobieta drugi raz wymknęła się śmierci.
Kiedy za trzecim razem „znowu” umarła, lekarz zbadał ją tak dokładnie, jak nie bada się chyba żadnego denata. Niestety, tym razem za nic w świecie nie dało się podważyć diagnozy.
Odbył się kolejny pogrzeb, ale tym razem rodzina (pamiętając wcześniejsze zajścia, choć od pierwszego nieudanego pogrzebu zdążyło już umrzeć kilku najstarszych wujków), zatrzymała się w miejscu tajemniczych zmartwychwstań. Jednak tym razem słuchać było jedynie zawodzenie lodowatego, zimowego wiatru. Żadnego pukania.
I choć wszyscy w rodzinie twierdzili, że kobieta umarła, znalazły się osoby, które zadawały sobie w myślach pytanie: a co, jeśli nie zdążyła w porę zapukać w wieko?

Historie, które większość z Was zna, to klasyczne miejskie legendy, które opowiadający próbują czasem wzmocnić. Uciekają się do różnych sposobów, ale zwykle mówi się, że „mój przyjaciel to przeżył” albo „rodzice mojego kolegi mają znajomych, którzy…”. Większość miejskich legend zaczyna się w ten sposób. Traktujcie z przymrużeniem oka historie, które ktoś opowiada wam po zmroku.

Noc jest jak stary łysy oszust. Nie warto jej wierzyć.

Mateusz Maludziński


P.S. Jeśli podobają Ci się moje teksty, to zapisz się na newsletter po prawej stronie. :) Dostaniesz wiadomość o nowych artykułach i opowiadaniach. :)

7 komentarzy:

  1. Witaj ;) Muszę przyznać, iż jest to bardzo ciekawy artykuł. Z przyjemnością się go czytało.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Dziękuję za komentarz :) aż chce się wtedy pracować ;)
      Mateusz.

      Usuń
    2. Cześć :)
      Dziękuję za komentarz :) aż chce się wtedy pracować ;)
      Mateusz.

      Usuń
  2. Miejsce spoczynku bliskich zmarłych często budzi grozę, więc aby jakoś ułatwić sobie pogodzenie się z niepokojem, powstają legendy. Albo,kiedy próbujemy sobie coś wytłumaczyć. Wyjątkowo inspirujące miejsca (szkoda, że tylko w ten straszny sposób).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, lubię koniec października i okres Wszystkich Świętych, bo jest w nim coś magicznego... horror zawsze był mi bliski.
      Mateusz.

      Usuń
  3. Ciekawie piszesz. Uwielbiam takie tematy :) Czekam na więcej i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Cieszę się, że Ci się podoba to, o czym piszę. Mam również nadzieję, że to także za sprawą sposobu w jaki to robię. :)
      Mam nadzieję, że dołączysz do grona moich Wiernych Czytelników.
      Mateusz.

      Usuń

 
Copyright © 2016. Finanse pod lupą.
Design by Herdiansyah Hamzah. & Distributed by Free Blogger Templates
Creative Commons License